Śmierdzące ACTA
Nie lubię hackerstwa, zarówno wtedy, gdy rzekomy Saudyjczyk ujawnia kody do kart kredytowych Izraelczyków, jak i gdy jest odwrotnie. Gdy prywatni i państwowi hakerzy podrzucają wirusy do cudzych sieci sterujących energetyką, systemami obronnymi, komunikacją, reaktorami atomowymi.
Głupio byłoby, gdyby Ziemia zmieniła się w rozdeptaną purchawkę, bo jakiś dzieciak testował swe umiejętności.
Ale ACTA mi śmierdzą rozszerzeniem Patrioct Act USA na cały świat. Orwellowski "Wielki Brat" nie tylko podsłuchujący, ale i cenzurujący światowy obieg informacji.
Niedawno na jednym z portali społecznościowych autor zdjęcia zaprotestował, iż nie podano jego nazwiska i nie uzyskano jego zgody. Zwykłe zdjęcie dokumentujące zwykłe wydarzenie.

Nie chcę, by z tego powodu cały serwis był blokowany.
Nie chcę, by mnie od internetu odcięto, bo poprzez wyszukiwarkę wysłuchałem jakiegoś utworu.
Dość tajny tryb wprowadzania w UE przepisów zdaje się iż przez USA narzucanych, mnoży wątpliwości i nieporozumienia.
Także ataki hackerów.
Po 13 grudnia 1981 roku, gdy odblokowano telefony, rozmowy zaczynały się od zdartego nagrania, gdzie przedrostek „ro-„ znikał i wychodziło „...zmowa kontrolowana, ... zmowa kontrolowana”
Zgodnie z anegdotą przypisywaną Gomułce:
- Staliśmy na skraju przepaści. Od tego czasu zrobiliśmy ogromny krok naprzód...
Ale i zgadzam się z komentarzem, iż awaria czy atak na strony Sejmu itd. raczej Polsce nie zaszkodził.
Leszek Miller jaja se robi, oświadczając iż to nie jego wina, bo ostatnio na te strony nie wchodził – i nawołuje inne partie do podobnych oświadczeń.
Kaczyńskiego raczej nie podejrzewam (kwestia umiejętności manualnych i intelektualnych).
Palikot? Może – poszedł przecież na trawkę.
Rydzyk? Pewności nie mam.
MIREK CZERNY