Dawniej ludzie wszystkie swoje sprawy powierzali wszechmogącemu i wszechmocnemu Stwórcy. Dziś część społeczeństwa duchowej pomocy szuka przy misce z makaronem, albo paradując po ulicach wielkich miast w kostiumie wojowników Jedi z Gwiezdnych Wojen…
Od paru ładnych lat w mediach prowadzi się dyskusje na temat osłabienia wiary chrześcijańskiej w cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Mówi się o kryzysie chrześcijaństwa i Kościołów europejskich. Powoli u wielu ludzi brakuje miejsca na Boga, ale z drugiej strony w tę próżnię zostają wtłoczone nowe wyznania, nowe bóstwa, które wymagają chyba po prostu mniej wysiłku.
Bóg chrześcijan stawia wymagania jasno sprecyzowane i często do realizacji nie łatwe. Moralność chrześcijańska zawiera pewne obostrzenia, których ludziom żyjącym we współczesnym świecie po prostu nie chce się przestrzegać. Dlaczego?
Przyczyny są raczej mało skomplikowane – przede wszystkim dlatego, że trudno jest rezygnować z pewnych dobrodziejstw współczesnego świata, tym bardziej jeśli łatwo przychodzą.

Dzisiaj walczy się o coraz mniej rzeczy, o coraz mniej rzeczy trzeba zabiegać i starać się aby nie wypuścić z rąk tego, co ważne. Dziś nie walczy się już nawet często o miłość, bo przecież zaraz będzie następna. Dlatego Bóg spychany jest na margines, gdzieś w przestrzeń rzeczy gromadzonych na czarną godzinę, na wszelki wypadek, bo może się kiedyś przyda… Na co dzień wybiera się często o wiele przyjemniejszy schemat życia i nagle, i ten Bóg ze skrytki też gdzieś się zatraca.
Ludzie w swej naturze mają zazwyczaj zakodowane dążenie do zapełnienia powstałej pustki. Tylko, co nadaje się na zapełnienie próżni po Bogu? Pewnie jakieś nowe bóstwo, tylko mniej wymagające, pozwalające na więcej, pozwalające tu na ziemi żyć bez ograniczeń. Tylko czy takie bóstwo to nie wyraz naszych kolejnych zachcianek? Czy to nie przez zwykły kaprys szuka się coraz to nowych religii, moralności, nowej wiary?
Zamieszanie w galaktykach
Zmiany w postrzeganiu współczesnych religii niespodziewanie przyniosło stworzenie przez Georga Lucasa sagi fantasy
Gwiezdne Wojny. Pewnie jej twórca nie miał pojęcia, jak bardzo stworzone przez niego postaci zmienią światopogląd niektórych grup społecznych, jak silnie zakorzenią się w ich świadomości. Czy pomyślał, że tworząc fantastykę, tworzy nową religię?
Podejrzewam, że nie, a jednak wyznanie Jedi jest jednym z oficjalnie uznawanych choćby przez państwo brytyjskie. Religia ta zdobywa coraz to nowych zwolenników. Według ubiegłorocznego spisu powszechnego w Czechach jako wyznawcy Jedi określiło się ponad 15 tys., spośród dziesięciu milionów, obywateli.
Pewnie wielu powie, że to stosunkowo niewielki odsetek. Spójrzmy jednak na szybkość rozprzestrzeniania się tej religii. Do niedawna przecież mało kto Jedi kojarzył z czymkolwiek poza filmami George’a Lucasa.
Ale Czechy wcale nie mają tu palmy pierwszeństwa. Kolejne liczące się skupiska wyznawców Jedi można zlokalizować w Australii, gdzie już w 2002 roku religię tę deklarowało ponad 70 tys. obywateli i w Wielkiej Brytanii, gdzie kult Jedi zarejestrowano jako jedno z oficjalnych wyznań już w 2001 roku.
Dlaczego Jedi?
Trudno jasno określić, na czym zasady religii Jedi właściwie się opierają. Inspiracją jest oczywiście filmowa seria
Gwiezdnych Wojen, a właściwie jej trzy pierwsze części, uznawane przez wyznawców za kwintesencję ich przekonań.
Podstawą wszechświata jest Moc, nieokreślona energia, siła, która, jak mówi główny bohater, Luke Skywalker,
przenika i spaja galaktykę w jedną całość. Jest to jednak Moc, którą należy kontrolować, aby nie dopuścić do przejścia na jej ciemną stronę. Duże znaczenie ma w tym wymiarze siła woli, która namacalnie wpływa na rzeczywistość wojowników Jedi.
Aby zostać jednym z nich, trzeba przede wszystkim polegać na umyśle i wystrzegać się owej ciemnej strony, opierającej się na gniewie, agresji, strachu. Należy pozostawać po jasnej stronie mocy, czyli być opanowanym, nie poddawać się emocjom i pragnieniom. W jednej z części filmu pada określenie, że
Moc tworzy życie, nie można więc wykorzystywać jej do ataku, a jedynie do obrony.

Wszystko to aż nazbyt fantastyczne i abstrakcyjne. Właściwie to katalog wyimaginowanych przez twórców
Gwiezdnych Wojen ogólników, opartych na mitologicznych i baśniowych toposach. Co jednak powoduje, że ludzie nie spieszą się by wyznawać wiarę w kota w butach, królewnę śnieżkę czy Aladyna, a dość chętnie wpisują się w krąg wyznawców Jedi?
Może to siła filmu, niespotykanych wcześniej, oddziałujących na wyobraźnię efektów specjalnych, mitu bohaterstwa, tajemnicy życia w odległych galaktykach? A może po prostu dość nowatorska próba zwrócenia na siebie uwagi, wybicia się na tle innych wyznań, innych grup społecznych? Trzeba zadać sobie pytanie czy rzeczywiście to wyznawanie ma wiele wspólnego z wiarą? Czy nie jest tylko poszukiwaniem sposobu na urozmaicenie monotonii życia?
To oczywiście zależy od postawy konkretnego człowieka. O ile jednak jestem w stanie w pewnym stopniu zrozumieć fascynację filmem, baśniowymi niemal postaciami, Mocą, która przyciąga przez niedookreślenie i niedopowiedzenia, o tyle wiary w spaghetti nie jestem w stanie niczym uzasadnić.
Świętość prosto do żołądka
Myśl o talerzu makaronu oblanego smakowitym sosem zapewne u niejednego wywołuje pozytywne skojarzenia. Ale żeby zaraz czynić z niego sens życia?
Dla sporej grupy osób wcale nie jest to abstraktem. Mowa tu o Pastafarianach, wyznawcach religii FSM, czyli po prostu
Latającego Potwora Spaghetti.
Religia ta powstała właściwie z żartu Bobby’ego Hendersona, który chciał zaprotestować przeciw nauczaniu w amerykańskich szkołach wyłącznie teorii ewolucji, rozumianej jako jedyny powód powstania człowieka.
Tymczasem żartobliwe nawoływanie do wiary w Potwora Spaghetti zyskało zwolenników i choć wielu z nich swoją przygodę z religią FSM wciąż postrzega w kategorii żartu, to istnieją również osoby, które wierzą, że przy Potworze spędzą wieczność. Oczywiście w pełnej szczęśliwości.
Monstrum zbudowane z makaronu, mięsa i sosu, to według Pastafarian stworzyciel świata, wprawiający wszystko w ruch. Oczywiście wierni muszą przestrzegać przykazań – łatwych, miejscami niemoralnych. To chyba zapewnia Potworowi zwolenników, którzy podejrzewam, wolą wierzyć w cokolwiek niż nie wierzyć, choć może w tym wypadku ateizm byłby rozsądniejszy?
Ale jak śpiewał swego czas zespół Raz Dwa Trzy:
Trudno nie wierzyć w nic….
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.