Autokratą ma liczne oblicza
W zasadzie nie masz wyboru. A przynajmniej tak Ci się wydaje. W firmie bałagan, nikt nie potrafi sensownie wyjaśnić, jak się sprawy mają i do czego warto by zabrać się w pierwszej kolejności. Odziedziczeni po poprzedniku podwładni nie dość, że Ci się nie podobają, to na dodatek tak jakoś „spode łba” patrzą na Ciebie.
Ze szkolenia pamiętasz, że w takiej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak zostać autokratą. Demokratyczny styl kierowania lepiej odłożyć na później. Co z tego, że oczami wyobraźni widzisz okropne słowa: „satrapa”, „tyran”, „despota”, wymalowane sprayem na drzwiach Twego gabinetu. I tak będziesz autokratą.
A zatem,
decyzja podjęta i teraz trzeba się wziąć do roboty.
Jako reprezentant autokratycznego, dyrektywnego stylu zarządzania, sam musisz ustalić najważniejsze, wyjściowe cele dla swego zespołu, określić udział poszczególnych pracowników w ich realizacji i, co może być trudne, zmotywować ich, by zechcieli porządnie pracować. Potem jeszcze trzeba to wszystko monitorować, kontrolować. Trochę Cię to przeraża, bo wszystko na Twojej głowie. Ale taki bywa los autokraty, nawet jeśli zdecyduje się na przekazywanie niektórych uprawnień podwładnym, to i tak wszystkie istotne decyzje pozostają w jego rękach. Odpowiedzialność za nie również. Jak widać, nie jest to łatwy styl kierowania. „Kij i marchewka” nie wystarczą. Zawsze może się znaleźć ktoś, kto nam je wytrąci z ręki i tym samym pozbawi nas władzy. Łatwo też o zarzut nadużywania stanowiska, mobbingu i diabli wiedzą, czego jeszcze. W praktyce, i to bardzo szybko, okazuje się, że nawet bezwzględny wyznawca tego stylu kierowania ludźmi potrzebuje kompetencji, wiarygodności, autorytetu, a może nawet charyzmy. Bez tego bardzo trudno mu być skutecznym, cenionym przez innych, autokratą.
Zaraz, zaraz, a co to w ogóle znaczy? Kim właściwie jest ceniony autokrata, czy w ogóle możliwa jest pozytywna ocena tego stylu zarządzania pracownikami? Przecież autokratyzm to władza jednostki sprawowana poza kontrolą społeczną. Co w niej może być dobrego? To przecież władza bezwzględna i z reguły oparta na strachu.
Rzeczywiście, brzmi przerażająco.
Ale spokojnie, nie taka jest bowiem cała prawda o autokratycznym kierowaniu. Ma ono różne oblicza, a wśród nich niezwykle użyteczne oblicze łaskawego monarchy, który kocha swoich poddanych i rządzi nimi dla ich dobra. Nie chce ich krzywdy i woli ich nagradzać niż karać. To coś dla Ciebie, jako że nie chcesz być despotą. Chcesz, by Cię lubili. Będziesz władcą paternalistycznym – opiekuńczym, łaskawym dyrektorem. Ojcowskim, życzliwym i przyjaznym; ale jak trzeba to wymagającym posłuchu. Dzielenia się władzą póki co nie będzie. W końcu, nie byle jaki autorytet, bo sam Antoni Kępiński*, twierdził, że chcąc zachować prestiż władzy, trzeba się trzymać w bezpiecznym oddaleniu od poddanych. Musisz być skoncentrowany na zadaniu, skuteczny. Masz plan działania, wiesz, co chcesz osiągnąć, zarówno w perspektywie długoterminowej, jak i bliskiej.
Twoimi narzędziami będą kary i nagrody, pochwały i krytyka, akceptacja i dezaprobata. Dasz sobie radę. W końcu potrafisz posługiwać się tymi wszystkimi narzędziami i znasz ich moc. Wiesz, że najefektywniej działa system silnych nagród i słabych kar, że pochwały czynią cuda i że najważniejsze w tym wszystkim jest zdobycie szacunku pracowników, bo wtedy oni sami będą podtrzymywać Twoją władzę. W przeciwnym przypadku zrobią wszystko, by wyrzucić Cię z dyrektorskiego fotela.
Badania pokazują, że
styl autokratyczny daje szybkie rezultaty,
zwłaszcza ilościowe. Nie jest to co prawda efekt gwarantowany, bo zależy od kontekstu działania, od cech pracowników i samego kierownika, od rodzaju i struktury zadań, od ich jasności i trudności. Sprawdza się wtedy, gdy trzeba działać w warunkach ekstremalnych, np. przy „gaszeniu pożaru”, i to nie tylko w sensie dosłownym. Jest zatem szansa, że Ci się uda. Firma odniesie pierwsze sukcesy, atmosfera poprawi się, a Ty poczujesz się rzeczywiście silny. No i w zasadzie już mógłbyś zostać demokratą. Tylko po co? Przyzwyczaiłeś/-aś się przecież do swego stylu, lubisz smak nieograniczonej władzy. Czy warto zmieniać cokolwiek? Ostatecznie, jak donoszą badacze, styl autokratyczny okazuje się efektywny nie tylko wtedy, gdy okoliczności są wyjątkowo niesprzyjające kierowaniu (nieakceptowany dyrektor, niejasne zadanie, słaba władza), ale również wtedy, gdy okoliczności są zdecydowanie korzystne (akceptowany dyrektor, jasne zadanie, mocna władza).
Nie jest to w żadnej mierze styl uniwersalny. Sam/-a to zresztą zaczynasz zauważać. Coś złego dzieje się z entuzjazmem Twoich współpracowników. Są znowu jacyś przygaszeni. Ty sam/-a też nie czujesz się najlepiej. Samotność przy podejmowaniu decyzji zaczyna Ci doskwierać. Chętnie byś zapytał/-a innych o opinię, przynajmniej w kluczowych kwestiach. I chyba wolałbyś/wolałabyś, aby byli bardziej samodzielni. Czyżbyś dojrzewał/-a do zmiany?