Można na spokojnie, radośnie, z przyjaciółmi
Weinachtsmarkt to czas radowania się. W każdym niemieckim miasteczku, we wszystkich regionach na głównych placach powstają drewniane miasteczka, w których sprzedaje się wszystko, co jest potrzebne tylko w tym czasie. Ludzie tłumnie wylegają, aby rodzinnie spędzić czas, spotkać się ze znajomymi przy gorącym czerwonym lub białym winie – zwanym tu Glühwein – przyprawianym na wiele sposobów i porozmawiać o rzeczach, o których najlepiej rozmawia się na stojąco bez pośpiechu. Naokoło jest gwarno, ciasno, pełno zabawy dla dzieci i miłych miejsc dla dorosłych. To tu można zjeść kiełbaski w takich rodzajach i tak przyrządzonych, jakich nigdzie indziej ich się nie spotka. A i te tradycyjne smakują jakby były specjalnością wyłącznie w tym czasie. Nikomu nie przeszkadza ścisk. Co bardziej zdolne i przedsiębiorcze dzieci grają na instrumentach, wystawiają kapelusze, aby przechodnie wrzucili jakiś grosz. I wrzucają! Panuje znakomita, przyjazna atmosfera. Place są już świątecznie udekorowane, w oczekiwaniu na Boże Narodzenie. Czas ten zbiega się z Adwentem. Nie wiem, czy jest to świadome oczekiwanie na Święta, ale tradycji staje się zadość. Mamy nadzieję, że ten fotoreportaż z Freiburga w Badenii – kraju tradycyjnie katolickim, przybliży trochę naszym czytelnikom jak nasi sąsiedzi spędzają czas…
Tekst i zdjęcia: ANDRZEJ HELDWEIN